ks. Jan Motyka, Pokuta

ks. Jan Motyka, Pokuta


Pokuta i nawrócenie są wyrazami bliskoznacznymi, oznaczają właściwie to samo: wewnętrzną przemianę. Trudno je rozróżnić. Wielkie ruchy religijne zaczynały się zwykle od wezwania do pokuty. Od takiego wezwania również Jezus rozpoczął Swe wystąpienie: „Upamiętajcie się, przybliżyło się bowiem Królestwo Niebios" (Mat. 4, 17). Cała Jego praca zmierzała do celu, który pragnął osiągnąć nie groźbą i strachem, ale przez głoszenie Ewangelii o miłości Bożej; starał się pozyskać ludzi łagodnością i dobrocią. W ten sposób budził uśpione sumienia (Łuk. 19, 1—10; 5, 8; 23, 42; Mat. 11, 28). Takiego samego sposobu pracy wymagał Jezus od Swoich uczniów (Łuk. 9, 55). Gromów zakonu używał tylko przeciwko tym, którzy nadzieję swego zbawienia opierali na zakonie, a groźne: „Biada wam!" —wypowiadał przeciw tym, którzy nie chcieli słuchać Jego Ewangelii. Mimo Swej łagodności potrafił i On surowo skarcić. Swym wnikliwym spojrzeniem przywiódł Piotra do upamiętania. Gdy Jezus po zmartwychwstaniu spotkał Piotra, kazał mu trzy razy odpowiedzieć na pytanie: „Szymonie, synu Jonasza, miłujesz Mię?" (Jan 21, 15—17), uświadamiając mu w ten sposób winę. Tak wskazuje Jezus na sprawę najistotniejszą dla upamiętania, na poznanie miłości Bożej, na wyższość i wartość chrześcijańskiego życia (Rzym. 5, 1—11; 12, 1—2; 13, 11; Gal. 4, 8—9; Efez. 5, 8; I Ptr. 2, 1—12).

Pokuta wydaje się współczesnemu człowiekowi czymś obcym, przykrym. Przypomina mu kary, wyrzeczenia i udręki, jakim poddawali się średniowieczni chrześcijanie, by przebłagać gniew Boży i uczynić zadość za popełnione grzechy. Niewiele ma z tym wspólnego prawdziwa pokuta. Jej istotę określa w oryginalnym tekście Nowego Testamentu greckie słowo metanoia. Metanoia wyraża zmianę myśli, przekonań, uczuć i postępowania we właściwym kierunku. Oznacza stanowcze zerwanie z tym, co złe, co oddala od Boga, i uchwycenie tego, co do Niego zbliża i umacnia z Nim społeczność. Jest to bezwarunkowa kapitulacja przed Bogiem, poniechanie buntu i oporu wobec Niego, poddanie się Jego Słowu (Rzym. 12, 2; Efez. 4, 23).

Zdawałoby się, że wewnętrzna przemiana jest rzeczą prostą, zwłaszcza gdy człowiek wyczuwa korzystne szansę, pozostawione mu dzięki łasce Bożej. W rzeczywistości jednak proces przemiany jest bardzo trudny i skomplikowany. Przede wszystkim łączy się on z uważnym zbadaniem i zrozumieniem sensu naszej przeszłości, z odważną jej oceną, z bolesnym odkryciem przepaści, jaka istnieje między ideałami, do których się dąży, a tym, co się dotychczas udało urzeczywistnić. Tej szczerej i bezlitosnej samokrytyce towarzyszy niezadowolenie, wstyd, niesmak, a nawet wstręt do grzechu, żal i skrucha. Człowiek czuje się zdruzgotany poznaniem własnej niedoskonałości.

Oczywistą jest rzeczą, że takie poznanie nie jest przyjemne, że człowiek broni się przed dogłębnym zbadaniem samego siebie, nie chce znać swej nędzy, pragnie żyć w złudzeniach (Gal. 6. 3; I Jana 1, 8). Wmawia w siebie, że ostatecznie wszyscy ludzie są grzeszni, nie jest więc gorszy od innych. Człowiek walczy o zachowanie dobrego mniemania o sobie, usprawiedliwia się, składa winę na drugich (I Mojż. 3, 12). W końcu jednak kapituluje, przestaje się usprawiedliwiać, uznaje prawdę o sobie i przyznaje się do swego grzechu. Widzi jego złe skutki i osądza się surowo (Ps. 51, 5. 7; Łuk. 5, 8; 19, 8; 23, 41; Rzym. 7, 14—18; I Kor. 11, 31).

Gdyby pokuta miała być tylko poznaniem własnej nędzy wewnętrznej i przypomnieniem tego, co było złe, prowadziłaby do rozpaczy i zwątpienia, jak to było u zdrajcy Judasza (II Kor. 7,9—11). Upamiętanie ma również pozytywną stronę — wskazuje światło nadziei, drogę wyjścia, szansę ocalenia, jakie Bóg pozostawił w Swej łasce człowiekowi. Pokuta jest więc z jednej strony odwróceniem się od przeszłości, zapominaniem o niej, a z drugiej początkiem nowego życia. Najlepszym przykładem upamiętania jest przypowieść Jezusa o synu marnotrawnym (Łuk. 15, 11—32), szczególnie ten moment, kiedy syn marnotrawny wejrzał w siebie i z bólem stwierdził: „Zgrzeszyłem". Ale równocześnie z uświadomieniem sobie własnej nędzy dostrzegł jedyną drogę wyjścia i zdecydował: „Wstanę i pójdę do ojca mego i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie, już nie jestem godzien nazywać się synem twoim, uczyń ze mnie jednego z najemników swoich. Wstał i poszedł do ojca swego" (Łuk. 15, 18—20).

Na podstawie powyższego widzimy, jak bardzo złożone jest zagadnienie upamiętania i pokuty. Jest w tym poznanie grzechu, żal, odwrócenie się od złego, uchwycenie dobra i rzetelna poprawa. Ponieważ grzech ciąży na nas stale, upamiętanie obowiązuje nas przez całe życie. Ciągle zobowiązani jesteśmy do czujności. „A tak, kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł" (I Kor. 10, 12). Życie nasze zawsze rozwija się między tym, co jest, a tym, co być powinno. Dlatego Luter słusznie napisał w pierwszej tezie: "Gdy Pan i Mistrz nasz Jezus Chrystus rzecze: «Pokutujcie», to chce, aby całe życie wiernych było nieustanną pokutą".

Konfesja Augsburska tak mówi o pokucie: "Kościoły nasze uczą o pokucie, że ci, co upadli po chrzcie, mogą dostąpić odpuszczenia grzechów w każdej chwili, gdy się nawrócą, i że Kościół powinien udzielać rozgrzeszenia nawróconym do pokuty. Pokuta zaś składa się właściwie z dwóch części: jedną jest skrucha, czyli bojaźń dręcząca sumienie świadomością grzechu, drugą — wiara, która się rodzi z Ewangelii lub rozgrzeszenia i ufa, że grzechy są odpuszczone dla Chrystusa, która sumienie pociesza i uwalnia od bojaźni. Potem nastąpić powinny dobre uczynki, będące owocem pokuty" (XII).

Każdy myślący człowiek musi przyznać, że upamiętanie jako przemiana serca na lepsze przedstawia zagadnienie wielkie i ważne. Czy może być coś piękniejszego, jak rozpoczynać każdy dzień od nowa, pogrzebać wczorajsze spory, urazy, uprzedzenia, dzielące nas od ludzi? Nie łudzimy się już dzisiaj co do wartości człowieka i jego rzekomej szlachetności. Nowoczesna psychologia wskazuje na ludzką niedoskonałość, występującą w obciążeniach, kompleksach, urazach i zahamowaniach u każdego człowieka. Jakże błogosławiona byłaby przemiana życia powikłanego i pogmatwanego w jasne, pełne treści i wartościowe. W upamiętaniu chodzi o sprawy bardzo istotne nie tylko dla życia z Bogiem, lecz również dla współżycia z ludźmi. Upamiętanie bowiem nie wymaga szczególnych praktyk religijnych, ale poddania codziennego życia dobroczynnym wpływom tego, który jest wzorem prawdziwego człowieczeństwa. Chodzi o wewnętrzną przemianę — od samolubstwa do miłości bliźniego, od niewiary do wiary, od fałszu do prawdy, od postawy faryzeusza do postawy celnika, od postawy kapłana i lewity do postawy samarytanina. Ta sprawa jest tak długo aktualna, jak długo trwa życie.


Tekst pochodzi z "Bóg i My. Wprowadzenie do dogmatyki", Warszawa 1971.