Poniedziałek Wielkanocny

Kazanie na Poniedziałek Wielkanocny - 9 kwietnia 2007 r.
   
„Wszechmocny Pan zniszczy śmierć na wieki i zetrze łzę z każdego oblicza, i usunie hańbę swojego ludu na całej ziemi, gdyż Pan powiedział. I będą mówić w owym dniu: Oto nasz Bóg, któremu zaufaliśmy, że nas wybawi; to Pan, któremu zaufaliśmy. Weselmy i radujmy się z jego zbawienia!”
Księga proroka Izajasza 25, 8 – 9
 
ks. Adam GlajcarCo czuje człowiek, który powraca z pogrzebu? Co czuje człowiek, który przed momentem pozostawił na ziemi cmentarnej swoich bliskich? Czym wypełnione jest serce człowieka, który przed momentem, przed chwilą na osiedlu grobów musiał wsłuchiwać się w stuk głuchych uderzeń ziemi o wieko trumny? Czym wypełnione jest serce dziecka, gdy musi nad otwartą mogiłą wypowiadać piękne, chociaż wówczas bardzo bolesne słowa:  Z Bogiem matko, ojcze! Bóg wam za wszystko zapłać! Idźcie i odpoczywajcie w Bożym pokoju. Do widzenia w lepszym, piękniejszym kraju. Potem musi powrócić do domu popatrzeć w kąt, gdzie przebywały drogie, kochające serca, a tam pustka, cisza. Nie ma już rodzicielskiego, pełnego miłości spojrzenia. Nie można usłyszeć ciepłych matczynych, ojcowskich słów i rad. I co wtedy? Smutek, łzy, jedno wielkie przygnębienie. Tak powalającą moc ma śmierć. Ona wypełnia beznadzieją ludzkie życie. Najchętniej człowiek uciekłby od wszystkiego i nie chciałby z nikim rozmawiać, i nie chciałby już patrzeć śmierci prosto w oczy. Czyż tak nie jest w ludzkim życiu?
 
Straszne, pełne bólu, żalu i goryczy są takie chwile, gdy wydaje się, że wszystkie światła zgasły i nastał jakiś wielki, nieprzemijający mrok smutku i przygnębienia. Takie ciężkie chwile przeżywali Izraelici doby proroka Izajasza. Właściwie wszelka nadzieja, wszelkie źródła światła dla nich zgasły. Ich życie zostało zdominowane jednym wielkim mrokiem. Śmierć zbierała wielkie żniwo. Ona przychodziła z ręki okupanta, który niszczył, plądrował kraj i zadawał tym samym potworny ból. Nikt nie był w stanie pomóc. Wielu sadziło, że nie ma tu żadnej nadziei. Nawet pokuszono się o stwierdzenie, że końcem ludzkiej wędrówki jest grób i to dla załamanych Izraelitów było jedynym pocieszeniem. Jednakże marne to pocieszenie, gdyż uniemożliwiało przejście do żywota wiecznego, do kraju, gdzie nie ma łez, cierpienia, rozłąki i śmierci. Właściwie ta beznadzieja wypełniała ludzie serca aż do czasów Jezusa. On w czasie swojej trzyletniej działalności pokazał nie raz i nie dwa, że jest pogromcą śmierci, że ona nie może tryumfować w życiu człowieka. Przypomnij sobie chociażby uczniów na wzburzonym Jeziorze Genezaret. Śmierć zaglądała im prosto w oczy. Czuli się zagubieni, bezradni i jedyne, co wydobywało się z ich gardeł to słowa: „Panie, ratuj, giniemy!” (Mt 8, 25b). To Jezus uciszył śmiercionośny żywioł. Nie inaczej było w Betanii, gdzie wskrzeszał leżącego od kilku dni w grobie Łazarza. Podobnie było w domu Jaira czy w Nain, gdzie wskrzeszał młodych ludzi. Te wydarzenia pokazywały, ba przekonywały, że Jezus ma moc i nad śmiercią. Ona nie może Jemu rozkazywać, a jednak po wydarzeniach Wielkiego Piątku wielu opuściło w geście rezygnacji swoje głowy. Niektórzy bohaterowie Nowego Testamentu zamknęli się w domu i nie wychodzili na zewnątrz. Bali się, drżeli przed wszystkim i wszystkimi, a jeszcze inni, jak pokazuje dzisiejsza Ewangelia, uciekali do Emaus. Wszyscy sądzili, że Jezus pokonany i zwyciężony. Uczniowie w drodze do Emaus zamknęli cały rozdział związany z Jezusem. Oni mówili: ... a myśmy myśleli, że On, Jezus, uczyni to czy tamto, a On w grobie. To nic, że słyszeli, jak Jezus wspominał, że trzeciego dnia wstanie z martwych. To nic, że znali proroctwo Izajasza mówiące o Bożym tryumfie nad śmiercią. Oni tylko je słyszeli i znali, ale nie traktowali zbyt poważnie. A co dla mnie i dla ciebie znaczą słowa: Wszechmocny Pan zniszczy śmierć na wieki?
 
Wczoraj zabłysło na nowo wielkie światło Bożej mocy, Bożej miłości. To wielkanocne światło, które od tysiącleci nie zmienia swego blasku i mocy. Jezus stanął pośród ludu pogrążonego w wielkim smutku i przygnębieniu. On zmartwychwstały Jezus wszedł pomiędzy wszystkich ludzi z potężną mocą jako Pan panów i Król królów. On wszedł we wszystkie ludzkie cierpienia, katastrofy, przygnębienia, choroby, sędziwość, samotność, a także wszystkie wojny, rewolucje, układy pokojowe i zrywanie tych układów, postęp, zastój i regres, w całą ludzką zawinioną i niezawinioną niedolę. On objawił się światu jako pogromca śmierci, jako jeden wielki zwycięzca, jako Ten, który był, jest i będzie na wieki. Wierzysz w to?
 
Umiłowani w Panu! To, co wydarzyło się przed wiekami, co zapowiadał prorok Izajasza, o czym informują nas Ewangelie pozostaje w centrum, wokół którego porusza się wszystko inne. Każda rzecz ma swój czas i trwa określony czas. Każda rzecz przemija z czasem, ale miłość Boża objawiona w zmartwychwstaniu Jezusa trwa na wieki. Teraz nie ma już powodów do narzekań i utyskiwań. Nie ma już powodów do załamywania, że odchodzą najbliżsi, że zniszczeniu ulega dom rodzinny, ojcowski. Nie ma powodów do rozpaczy, gdyż jest z nami żywy Pan!
 
Możemy postawić sobie pytanie: Czym jest Wielkanoc? Co ona nam dała? Wielkanoc jest wielkim świętem zwycięstwa. Śmierć została pokonana i zwyciężona. Została roztrzaskana jak kamień barykadujący dostęp do Chrystusowego grobu. Teraz może człowiek zanucić – Alleluja! Mój Zbawiciel drogi żyje! Śmierć została pokonana, zwyciężona. Jednakże Wielkanoc wlewa w ludzkie, wierzące serce wielką nadzieję i to niezwykłą nadzieję – zbawienia i życia wiecznego. Śmierć już nie może nad nami panować, gdyż jest z nami zmartwychwstały, żywy Pan. Ona nie może wlewać w nasze serca niepewność, lęk, trwogę, gdyż jest z nami Ten, który był umarły, a ożył, by być naszą drogą, prawdą i życiem. To znaczy, że bezpiecznie i bezgranicznie może Zmatrwychwstałemu Jezusowi zaufać człowiek. On umierał za każdego i dla każdego oraz wstał z martwych, żywot i nieśmiertelność na wierzch wywodząc. On uczynił to dla każdego człowieka, bo chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i przeszli z śmierci do żywota. On przeszedł przez krzyż Golgoty i położył się do ciemnego grobu, by wstać z niego i wlewać nadzieję na lepsze jutro. Tak! To jest wielkanocny dar, wielkanocny prezent. Bóg daje nam żywego Zbawiciela i żywą nadzieję. Wierzysz w to?
 
Ilekroć ks. dr Marcina Lutra przygniatały jakieś smutki, krzyże dnia wówczas pisał na kartce papieru jedno łacińskie słowo Vivit – On żyje! To dodawało mu otuchy, to pomagało przejść przez największe, najciemniejsze doliny życia, nawet doliny śmierci. Na nowo w jego życiu mogła zagościć radość i pojawiało się szczęście i pokój, który dać może tylko żywy Pan. W bliskości żywego Jezusa Chrystusa można żyć bezpiecznie – teraz i wiecznie. Co dla mnie i dla ciebie znaczą słowa – On - Jezus żyje!?
 
Nie musisz się lękać, gdyż jest z tobą zmartwychwstały Pan. Przekonuje o tym apostoł Paweł, który mówi, że ani smutek, ani przygnębienie, ani śmierć nie odłączą nas od Jezusa Chrystusa. Teraz możesz już śmiało z radością i wiarą zanucić wraz z pieśniarzem:
 
„Jezus żyje! Z Nim i ja!
Śmierci gdzież twej grozy cienie?
Jezus żyje, więc mi da
Zmartwychwstanie i zbawienie!
Do swej chwały przyjmie mnie,
W tej nadziei wytrwać chcę” (SE 178).
 
Amen.
 
ks. Adam Glajcar,
Proboszcz parafii w Wiśle-Czarnem,
Ogólnopolski Duszpasterz Straży Pożarnej