english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

Zespół dzwonków w Wołczynie

Ferie zimowe to wymarzony okres dla uczniów, ponieważ mogą odpocząć trochę od szkoły. W tym roku brakowało co prawda śniegu, ale także bez niego można kreatywnie i wartościowo zorganizować sobie wolny czas.

Ciekawą inicjatywę podjął skoczowski zespół dzwonków. Grupa istnieje już od kilku lat i gra na nietypowych instrumentach – dzwonkach. W zespole muzykuje w sumie 15 osób. Każdy ma jeden lub dwa dzwonki. Bardzo trafne jest przyrównanie tego instrumentu do rozdzielonego pianina, w którym każdy grający ma jeden lub dwa klawisze.



Początkowo zespół wypożyczał instrumenty z Centrum Misji i Ewangelizacji w Dzięgielowie. Gdy jednak idea grania spodobała się skoczowskiej młodzieży, a występy zespołu były pozytywnie przyjmowane w parafii, zrodził się pomysł zbierania pieniędzy na własny sprzęt grający. Po niedługim czasie, dzięki wsparciu sponsorów, udało się dokonać zakupu.

Każda grupa, oprócz wytrwałych prób, potrzebuje także wspólnych przedsięwzięć wzmacniających poczucie przynależności oraz integrację. Dlatego jakiś czas temu powstał pomysł związany z wyjazdem zespołu dzwonków. Jako cel wyprawy wybrano partnerską parafię w Wołczynie, w której muzycy przebywali w dniach 13–16 lutego br.



Jedna z uczestniczek (Judyta Fender) wspomina miniony czas:

Z tego względu na to, że było nas 15 (czyli za dużo, żeby zmieścić się do dwóch samochodów, którymi dysponowaliśmy), podzieliliśmy się na dwie grupy. Osiem osób jechało autami. Pozostali wyjechali o godz. 5.40  ze stacji PKP w Skoczowie do Wołczyna.

Po kilku godzinach podróży wszyscy ponownie spotkaliśmy się na miejscu. Szybciutko ulokowaliśmy się w pokojach, a potem zgromadziliśmy się w przytulnej jadalni. Tam zjedliśmy pyszny bigos, który został przywieziony ze Skoczowa, a następnie po krótkiej przerwie na sjestę zabraliśmy się do pracy.

A na czym ona polegała? Po prostu była to próba dzwonków. Wbrew pozorom gra na tym instrumencie wcale nie jest taka łatwa. Trudno o to, żeby osoby grające na poszczególnych dzwonkach od razu się zgrały. Szczerze mówiąc, było wiele do ćwiczenia. Dlatego nasza dyrygentka (Dorotka) zatroszczyła się o to, żeby nam się nie nudziło. Codziennie ćwiczyliśmy ok. 3 godzin, a i tak nie udało się wszystkiego doprowadzić do perfekcji. Cóż…, będziemy jeszcze ćwiczyć.

Oprócz prób był jeszcze czas na inne rzeczy. Najzabawniejszą było chyba gotowanie obiadów (w tym miejscu wspomnę, że jedzonko robiliśmy sobie sami). Każdy z nas miał przyporządkowany dyżur do konkretnego posiłku – śniadania, obiadku czy też kolacji. Nikt się od tego nie wymigał.

Mieliśmy jeszcze do dyspozycji tzw. czas wolny, w którym każdy robił coś, na co akurat miał ochotę. Do tych rzeczy zaliczały się m.in. gra w libretto oraz fazę, piesze wędrówki po mieście, długie rozmowy i śmiechy… W dwa dni zrobiliśmy sobie wieczór kinowy.



Oprócz strawy dla ciała mogliśmy tam też zaczerpnąć pokarmu dla ducha. Każdy dzień zaczynaliśmy od modlitwy, a w wieczory gromadziliśmy się na społeczności, podczas której wielbiliśmy naszego Boga pieśnią, modliliśmy się i wsłuchiwaliśmy w rozważane Boże Słowo.

Czas w Wołczynie upływał nam miło, ale też niestety bardzo szybko. Ani się nie spostrzegliśmy, a już trzeba było jechać do domów. Tak więc 16 lutego ruszyliśmy w trasę powrotną. Ci, którzy jechali samochodami, byli na miejscu już ok. godziny 16.00. Reszta zjawiła się w Skoczowie o 20.15.

Jak dla mnie był to bardzo udany wyjazd. Cieszę się, że mogłam w nim uczestniczyć i mam nadzieję, że uda nam się gdzieś jeszcze wyjechać.