english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

Przedostatnia Niedziela roku kościelnego

Przedostatnia Niedziela roku kościelnego - 16 listopada 2008 roku
 
1. Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. 2. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się w domostwo nasze, które jest z nieba, 3. Jeśli tylko przyobleczeni, a nie nadzy będziemy znalezieni. 4. Dopóki bowiem jesteśmy w tym namiocie, wzdychamy, obciążeni, ponieważ nie chcemy być zewleczeni, lecz przyobleczeni, aby to, co śmiertelne, zostało wchłonięte przez życie. 5. A tym, który nas do tego właśnie przysposobił, jest Bóg, który nam też dał jako rękojmię Ducha. 6. Więc też zawsze jesteśmy pełni ufności i wiemy, że dopóki przebywamy w ciele jesteśmy oddaleni od Pana; 7. Gdyż w wierze, a nie w oglądaniu pielgrzymujemy. 8. Jesteśmy więc pełni ufności i wolelibyśmy raczej wyjść z ciała i zamieszkać u Pana. 9. Dlatego też dokładamy starań, żeby, niezależnie od tego, czy mieszkamy w ciele, czy jesteśmy poza ciałem, jemu się podobać. 10. Albowiem my wszyscy musimy stanąć przed sądem Chrystusowym, aby każdy odebrał zapłatę za uczynki swoje, dokonane w ciele, dobre czy złe.
2 Kor 5,1-10
 
 
ks. Marcin Orawski„Nasz pobyt na ziemi jest tymczasowy. Należy przygotować się na śmierć i pamiętać o tym, że nasz prawdziwy dom jest w niebie, a nie na tym padole łez”. Tego rodzaju przekazy można bardzo często usłyszeć, zwłaszcza w miesiącu listopadzie, który - tak się składa - rozpoczyna się dniem Pamiątki Umarłych, a kończy się Niedzielą Wieczności. Niemal więc cały miesiąc skłania nas do zadumy i myśli o nieuchronnej śmierci.
 
Niewątpliwie czas taki jest potrzebny każdemu z nas, zwłaszcza w kontekście hałaśliwej codzienności i coraz szybciej pędzącego czasu. Czasami jednak gdy spotykam się z nawoływaniami do upamiętania w kontekście lęku przed śmiercią, przychodzi mi na myśl refleksja czy czasami problem śmierci nie bywa zbyt mocno wyolbrzymiany albo nawet wypaczany.
 
Mam świadomość, że brzmi to nieco dziwnie. Tym bardziej, że wielu słusznie zwraca uwagę na pewnego rodzaju tabu, którym w dzisiejszych czasach otacza się problem przemijania. Mówi się, że nie chcemy myśleć o śmierci, próbujemy udawać, że ona nie istnieje. Ze wszystkich stron doświadczamy ogromnej presji kultu siły, młodości i witalności. To wszystko prawda. Prawdą też jest, że bardzo wielu ludzi wychodzi z założenia, że „im mniej o śmierci myślę, tym dalej ją od siebie odsuwam”. Nad fikcyjnością takiego sądu nie ma się nawet co zastanawiać.
 
Mimo to, w wielu obszarach życia możemy zaobserwować inną skrajność. Dodam: skrajność nieraz widoczną nawet w kościołach. Otóż czasem tak mocno podkreślamy nieuchronność śmierci, tak przekonująco powtarzamy słowa memento mori, że wpadamy w pułapkę zbytniego koncentrowania się na tym, bądź, co bądź nieuchronnym fakcie. Czasem słysząc różne przemówienia, a nawet kazania, można odnieść wrażenie jakoby głównym zadaniem chrześcijaństwa miałoby być likwidowanie lęku przed śmiercią… Zastanówmy się nad tym chwilę. Czy rzeczywiście jednym z najważniejszych zadań chrześcijaństwa jest usuwanie lęku przed śmiercią? Czy śmierć jest najważniejszym wydarzeniem naszego życia? Powyższe pytania możemy sformułować w sposób bardziej osobisty: czy ja sam byłbym człowiekiem wierzącym, gdybym nie obawiał się tego, co mnie spotka po śmierci?
 
Kiedyś w jednym z kazań usłyszałem słowa, które mocno utkwiły w mojej pamięci. Być może dlatego, że trudno mi je pojąć. A brzmią one: „Istotą życia ziemskiego jest śmierć”. Wielokrotnie nurtowało mnie to zestawienie: „Istotą życia jest śmierć”. Wiem, że to zdanie wpisuje się w retorykę wielokrotnie stosowaną w przesłaniach chrześcijańskich. Zastanawiam się tylko czy gdzieś, w tle tego rodzaju sformułowań, nie istnieje założenie, że im bardziej ludzie będą bać się śmierci, tym bardziej będą posłuszni nakazom kościoła.
 
Dlatego, gdy myślę o Ewangelii Jezusa Chrystusa, gdy mam przed oczyma reformacyjne solus Chrystus, to rodzi się w mojej głowie wniosek, że mimo wszystko istotą życia nie jest śmierć. Istotą życia jest życie, a konkretnie życie z Jezusem Chrystusem. Z tego, co wiemy na podstawie Biblii w śmierci już niewiele od nas zależy, natomiast w życiu wszystko. To od naszego życia zależy jak będzie nasza śmierć, z jakim bagażem będziemy odchodzić. Czy ze zgorzknieniem, lękiem i rozczarowaniem? Czy z pokojem oczekując Bożego Królestwa?
 
Ciekawym jest fakt, że ap. Paweł w dzisiejszym tekście próbuje znaleźć jeszcze inne rozwiązanie i niejako zamienić nasz naturalny lęk przed śmiercią w rodzaj tęsknoty. Pisze: Jesteśmy, więc pełni ufności i wolelibyśmy raczej wyjść z ciała i zamieszkać u Pana. Nasuwa się pytanie: czy rzeczywiście chrześcijanin powinien tęsknić do śmierci? „Tak” - odpowie wielu po przeczytaniu słów apostoła. Jest nawet taka pieśń młodzieżowa, której słowa brzmią: Świat nie jest domem mym, blask nieba wabi mnie, me skarby w niebie są nie w tej dolinie łez, do siebie tak do gwiazd anieli wabią mnie, chciałbym stąd wyrwać się obco tu czuję się. Na pierwszy rzut oka słowa te brzmią bardzo pobożnie. Są niejako komentarzem do słów Pawła, że wolelibyśmy raczej wyjść z ciała i zamieszkać u Pana. Jest tylko, coś nienaturalnego, a nawet przerażającego w tym, gdy młody człowiek, przed którym jest całe życie śpiewa: chciałbym stąd wyrwać się obco tu czuję się. Czy rzeczywiście ap. Paweł do takich postaw nas nakłania? Czy rzeczywiście ap. Paweł każe nam tęsknić za śmiercią? Myślę, że cel słów apostoła jest jednak inny.
 
Paweł swój tekst o śmierci rozpoczyna od słów: jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. To słowa jasne i nie budzące wątpliwości. Później jednak apostoł podkreśla to, co często w tym fragmencie nam umyka. Mianowicie, że wzdychamy, obciążeni, ponieważ nie chcemy być zewleczeni, lecz przyobleczeni, aby to, co śmiertelne, zostało wchłonięte przez życie. Nasuwa się zatem wniosek, że tęsknotą Pawła nie jest śmierć ale życie. Życie, które rozpoczyna się na ziemi… I życie, które trwa mimo śmierci. To ze względu na miłość do życia, a nie do śmierci ap. Pisze, że pragniemy zamieszkać u Pana. Mało tego, Paweł podkreśla, że na ziemi mamy wiele do zrobienia. A przede wszystkim mamy dokładać starań by żyć tak, aby: niezależnie od tego, czy mieszkamy w ciele, czy jesteśmy poza ciałem, jemu się podobać.
 
Nie wolno nam zatem uciekać od problemów naszej doczesności gdzieś w zaświaty, podsumowując jedynie: chciałbym stąd wyrwać się obco tu czuję się… Z taką “zaświatowością" można oczywiście znakomicie pocieszać i wygłaszać kwieciste kazania. Bo przecież, jak zauważył Hans Kueng: „Tam, gdzie życie zaczyna stawać się bolesne i natrętne, bardzo łatwo jest skoczyć beztrosko do wiecznych zaświatów do wiecznych niw…” Przeskakuje się więc ponad teraźniejszością, pogardza się ziemią, mówi się: „padół łez, siedlisko zła, królestwo grzechu i szatana”. Jest się lepszym niż ziemia, niż świat: „me królestwo jest w niebie, a grzeszny świat niech umiera w swej niegodziwości, ja tu się czuję obco, ja chcę już do Bożego Królestwa…” To przecież tak łatwo przychodzi.
 
Tymczasem do takich stwierdzeń nigdy i nigdzie nie upoważnił nas ani Jezus ani ap. Paweł. W Królestwo Boże wierzyć może tylko ten, kto kocha jednocześnie ziemię i Boga. Diettrich Bonhoeffer ujął to w zdaniu „Chrystus umarł dla świata, w świecie i tylko pośrodku świata Chrystus jest Chrystusem”. Po czym innym razem dodał: „żeby mężczyzna w ramionach swej żony miał tęsknić do wieczności, to jest, mówiąc łagodnie niesmaczne, a w każdym razie nie jest wolą Bożą”. Chrześcijaństwo nie oznacza ucieczki ze świata do nieba. Wiara w niebo, w Boże Królestwo nie ma być jedynie środkiem przeciwbólowym wobec trosk, niepokojów i tęsknot tej ziemi. Jeżeli do życia na tej ziemi Bóg nas powołał to dlatego byśmy w tym życiu uczestniczyli i za to życie brali odpowiedzialność.
 
Może zrodzić się jeszcze jedno pytanie. Czy przez nadmierne akcentowanie „świat nie jest domem mym” Bóg nie bywa zepchnięty na margines, coraz dalej i dalej, aż wreszcie wypadnie z naszego świata i świat będzie naprawdę światem bez Boga? Chrześcijanie zwykli w takiej sytuacji szukać różnych wyjść, aby zachować dla Boga choć odrobinę władzy nad tym światem, który wydaje się doskonale obywać bez Niego. Ulubioną metodą wydaje się wyszukiwanie trudnych sytuacji, konfliktów, ogólnych problemów, na które ludziom niełatwo jest znaleźć pocieszającą odpowiedź. W takie sytuacje demonstracyjnie może wkroczyć Bóg. Tę postawę można ująć w zdaniu: „nie możesz poradzić sobie z chorobą, medycyna jest bezradna, lęka cię wizja śmierci„ - jest jeszcze Bóg. Nieuchronnie jednak taki Bóg, w naszych umysłach staje się już tylko odpowiedzialny za cierpienie i śmierć, jak tragiczny towarzysz, zepchnięty w te sfery naszego życia, o których wolelibyśmy nigdy nie myśleć. Tak oto Bóg staje się tym, który wchodzi w nasze życie jako ostatnia deska ratunku. Jako „joker”, w momencie, gdy już wszystko zawiodło.
 
Tymczasem, choć Bóg jest faktycznie Bogiem zrozpaczonych, rozbitych, bezradnych, to jest On przede wszystkim Bogiem w pośrodku naszego życia. Nie tylko w najsłabszych punktach naszej egzystencji ale również w tych najsilniejszych. Bóg nie może być „jokerem”, którego wyjmujemy jako antidotum na nasze nieszczęścia, gdy już wszystko zawiodło. Bóg jest Bogiem naszego całego życia i winien stać w samym centrum naszej egzystencji.
 
Dzień naszej śmierci jest dla nas tajemnicą. Ten dzień jednak prędzej czy później nadejdzie. Nasz ziemski namiot się rozpadnie. O tym mamy pamiętać… Ale nie znaczy to, że nie mamy kochać życia. Wręcz przeciwnie. Życie jest darem Boga, za który nieustannie powinniśmy dziękować i przeżywać go najlepiej jak potrafimy. Nie musimy udawać, że chcemy stąd jak najszybciej się wyrwać , bo Bóg od nas tego nie oczekuje. Bo tylko ten, kto kocha życie kocha też Boga i będzie mu zawsze wdzięczny za to, że życie nie kończy się na kilkudziesięciu ziemskich latach ale może trwać wiecznie.
 
ks. Marcin Orawski, Proboszcz pomocniczy Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Opatrzności Bożej we Wrocławiu