english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

Bezcenna noc

 

W sobotę, 11 kwietnia 2009 roku, o godzinie 21.00, parking przed kościołem w Skoczowie jest pełny. Pół godziny później nawet nie warto próbować podjechać samochodem na plac kościelny. Tłumy ludzi przemykają między autami, aby dostać się do środka. Przed kościołem i w jego wnętrzu panuje wesoły gwar. Ludzie przytulają się, witają. Niektórzy nie widzieli się od ostatniego OZME. Inni, widzieli się parę godzin wcześniej, ale i tak cieszą się na swój widok. Generalnie panuje atmosfera radości i oczekiwania. Oczekiwania nie tylko na niedzielny poranek, ale również, a może przede wszystkim, na to, co ciekawego i nowego, a wręcz zaskakującego wydarzy się dzisiejszej nocy. Innymi słowy, jakie „wow” przygotowali dla nas organizatorzy na tę, 12. już, Bezsenną noc.

O godzinie 22.00 swoim pięknym głosem przywitała nas Beata Bednarz. No tak…, ale to jeszcze nie to „wow”, którego oczekujemy. O koncercie wiedzieliśmy. Wielu przyjechało właśnie ze względu na ten występ. I zapewne to właśnie z tego powodu średnia wieku w kościele tej nocy była trochę wyższa niż zazwyczaj. Beata swoim pięknym głosem porwała obecnych do wspólnego oddawania Bogu chwały słowami „starych hymnów kościelnych”. I tutaj trzeba przyznać przydała się obecność „starszego pokolenia”. Im po prostu łatwiej przyszło przypomnienie sobie słów trzeciej zwrotki pieśni „Tam na wzgórzu”, gdy Beata zachęcała nas do wspólnego śpiewu. Występ przeplatany był scenką, słowem, koncertem skrzypcowym, spowiedzią i komunią. Po północy, przyszedł czas, rzecz by można – tradycyjnie, na wspólny, radosny już śpiew. W końcu czas pasyjny dobiegł końca. A grób Chrystusa jest pusty.

O godzinie 2.00 w niedzielę, parking przy kościele zaczął pustoszeć. I gdybym w tym momencie skończyła, nie byłabym szczera w opisie tej nocy. I nie dlatego, że coś pominęłam (a zapewne uciekł mi jakiś punkt programu), ale dlatego, że ten opis brzmi, jakby nie było tego oczekiwanego „wow”. A przecież był. Tylko być może nie w takiej formie, w jakiej niektórzy go oczekiwali. Marcin Podżorski (Stefan) w końcu przecież nie połamał skrzypiec. I dobrze… szkoda by było. A przecież na coś równie spektakularnego wielu czekało. Co otrzymaliśmy tej nocy w skoczowskim kościele? Stworzono nam okazję, aby po raz kolejny (być może od ostatniego piątku, czwartku lub niedzieli, a może niestety od zeszłego roku) przyjść i po prostu pobyć w kościele. Pobyć z Kościołem. WOW. Stwierdzenie to, może niezbyt odkrywcze, ale prawdziwe. Potrzebujemy być w kościele, potrzebujemy być z Kościołem. Nie tylko na Bezsennej, OZME, czy którymś tygodniu ewangelizacyjnym. Potrzebujemy osobistej relacji z Bogiem - codziennie. Właśnie o tym mówił ks. Marcin Konieczny.

I taka była ta Bezsenna noc. Nie kolejna impreza, z wielkim show, lecz prosty czas z Bogiem i innymi wierzącymi. Cotygodniowe wydarzenie w kościele. I tutaj być może ktoś się zbuntuje i powie, że przecież nie co niedzielę w kościele jest tak prowadzony śpiew i nie co niedzielę jest tyle młodzieży. Kto jednak powiedział, że tak nie może być. O tym też wspomniano tej bezcennej nocy. To jak jest co niedzielę w kościele zależy od nas. A że może być różnie i inaczej udowodniła trójka młodych ludzi, którzy opowiadali jak u nich wyglądają nabożeństwa. W trzech różnych parafiach, trzy różne formy nabożeństwa. Da się. Trzeba chcieć. Trzeba się zacząć pojawiać w kościele. Trzeba dzielić z Bogiem swoją codzienność.

Zwykło się mawiać, że Bezsenna noc, to początek sezonu na imprezy chrześcijańskie. Imprezy, na których doświadczamy „wow”, bo dzieje się „coś”, bo gdzieś rzucimy kamyk, bo gdzieś wbijemy gwóźdź, bo ktoś połamie skrzypce. Tymczasem „wow” powinna być świadomość możliwości przebywania w Bożej obecności, na co dzień. Tej Bezsennej nocy postawiono przed nami wyzwanie, aby do końca maja pojawiać się co niedzielę w kościele. Być może nadszedł czas, aby „ładować akumulatory” nie raz do roku, ale przynajmniej raz w tygodniu.
Monia Byrtek

 

Zdjęcia: Tomasz Bijok i Kasia Wesner-Macura