Modlitwa Ekumeniczna w Rogowie

5 marca 1945 wodnopłatowiec Do-24 natychmiast po starcie spadł izatonął wjeziorze Resko Pomorskie niedaleko Trzebiatowa.. Wsamolocie było prawie 80 dzieci, które miały być ewakuowane w bezpieczne miejsce. Przypuszcza się, że maszynę mogli strącić żołnierze sowieccy. W 67. rocznicę tej tragedii odbyły się uroczystości na terenie byłego lotniska w Rogowie. W ten sposób zainaugurowano projekt  "Dzieci z Kamp", który ma na celu wydobycie z dna jeziora samolotu Dornier-24 i godnego upamiętnienia ofiar.



Na zaproszenie Rady Programowej oraz Burmistrza Trzebiatowa do Rogowa przyjechali przedstawiciele niemieckich ipolskich władz, organizacji społecznych, uczniowie z trzebiatowskiego liceum, gimnazjaliści z Pasewalku i Polic, atakże licznie zgromadzeni mieszkańcy Gminy Trzebiatów. Obecni byli także świadkowie wydarzeń sprzed 67 lat oraz rodzina jednego zczłonków załogi.


Druga część uroczystości miała miejsce nad Jeziorem Resko. Modlitwę ekumeniczną poprowadził ks. Sławomir J. Sikora z Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Szczecinie z filiałem w Trzebiatowie wraz z duchownymi z Kościoła Rzymskokatolickiego, Prawosławnego i Greckokatolickiego. Byli także duchowni ewangeliccy z Niemiec. Burmistrz Trzebiatowa dr Zdzisław Matusewicz wraz z delegacją zagraniczną położył na wodzie Jeziora Resko wieńce, a na zakończenie uroczystości złożono również kwiaty pod brzozowym krzyżem upamiętniającym katastrofę.



Wiersz "Lepsze jutro" ks. Sławomira J. Sikory napisany na tę okazję:


W atmosferze niepewności, lęku i nadziei.

Uciekając przed koszmarem wojny,

podążając w nieznane, nie do końca pewne,

ale na tę chwilę jedyne, co podtrzymywało wiarę.

Ojciec jako głowa rodziny,

odpowiedzialny za bezpieczeństwo najbliższych

odprowadza swoją żonę z córkami na pokład Dorniera.

Żegna się z nimi z nadzieją spotkania i lepszego jutra.

Gdzieś niedaleko jego córka strzyże mężczyznę

w zakładzie fryzjerskim.

Na zawsze zapamiętała ten dzień, może i tego klienta.

Mimo życiowego optymizmu

już do końca życia

każdy 5 marca w ciszy, skupieniu, pytaniach.

Zamiast lepszego jutra,

przerwane dzisiaj,

zostają tylko wspomnienia.

Co mógł czuć ojciec i mąż, świadek tego zdarzenia?

Niedowierzanie?

Chciał się obudzić z tego koszmaru?

Schował twarz w dłoniach, aby popatrzeć znów

i zobaczyć bezpieczne lądowanie?

Osiemdziesiąt małych istnień.

Dziś byliby sędziwymi staruszkami,

może z dumą patrzącymi na swoje udane życie.

Może lekarze, naukowcy,

kochani dziadkowie swoich dorastających wnuków.

Przyjeżdżaliby opowiadać im o swojej krainie,

o beztroskich latach bez wojny,

później o strachu i bezpiecznej ucieczce.

Byliby …

Stojąc dziś na tym miejscu do Boga wołamy.

Szukamy w Nim odpowiedzi,

nieśmiało pytamy:

czy tak być musi?

Dlaczego niewinne dzieci,

bezbronne rodziny, które pragnęły jedynie żyć normalnie?

Uczyć się, pracować, wypoczywać, śmiać się, kochać …

Czy odpowiedź, że wojna niesie ze sobą ofiary,

musi nam wystarczyć?

Rozumiejąc tak niewiele

wpatrzeni w Golgotę i dłonie przebite,

co niewinne, jak te małe dziecięce.

Pokornie tylko błagamy, Przyjacielu dzieci

Zbawco człowieka:

bierz je w swoje ramiona i błogosław,

kładąc na nie ręce.