Niedziela Estomihi
„Nienawidzę waszych świąt, gardzę nimi, i nie podobają mi się wasze uroczystości świąteczne. Nawet, gdy mi składacie ofiary całopalne i ofiary z pokarmów, nie mam w nich upodobania, a na ofiary pojednania z tłustych waszych cieląt nie mogę patrzeć. Usuń ode mnie wrzask twoich pieśni! I nie chcę słyszeć brzęku twoich harf. Niech raczej prawo tryska jak woda, a sprawiedliwość jak potok nie wysychający”.
Księga proroka Amosa 5,21-24
Drodzy bracia i siostry Jezusie Chrystusie, chciejmy sobie w naszych myślach stworzyć obraz Amosa, ze znanej księgi Starego Testamentu. Jak wyglądałby ten prorok – nie ksiądz, nie pastor, nie teolog w naszym kościele! Tu i teraz! Tej niedzieli.
Co by nam powiedział? Czy wykrzyczałby słowa: „Mam dość tej waszej niedzieli Estomihi, waszych świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy czy Zesłania Ducha Świętego?” A może „bardziej motywująco”: „Nieważne, ile płacicie składki parafialnej, jacy jesteście w przekazywaniu ofiar na kościół, nie podoba mi się to obłudnicy?” Czy powiedziałby dalej: „A śpiew liturgiczny i gra organisty działają mi na nerwy, nie mówiąc już waszym chórze – przecież się tego nie da słuchać!”
Co byśmy sobie pomyśleli?
Czy może wyrzucić go z Kościoła? Zakneblować go? Będziemy się za niego modlić! Przecież on burzy wszystko, co wyrosło przez wiele lata w naszej parafii! On podważa wszystkie nasze wysiłki, by w nabożeństwach i w kościele wszystko było jak najpiękniejsze, by ludzie odczuwali sacrum tego miejsca? On niszczy miejsce, do którego chcę chodzić.
Przecież Bóg wręcz nakazuje nam śpiewać, odprawiać nabożeństwa i składać ofiary dziękczynne, głosić kazania i czytać Pismo!
Stąd z pewnością zrodziło się na twarzach wielu z będących w ówczesnej świątyni pytanie:
Dlaczego, Amosie, nagle przestało ci się to podobać? Co ci jest pasterzu Tekoa? Jakie masz prawo do takiego zachowania?
Tak, Amos to nie był kapłan, a pasterz. Nie służący na stałe w świątyni prorok, a hodowca morwy. Amos żyjący w VIII wieku p.n.e. gdy Izrael został podzielony na dwa królestwa, Północne i Południowe. Amos pochodzący z południowego królestwa, który jako prorok przybył na północ by tam nawracać ludzi na właściwą drogę. Wbrew temu co robili jego „koledzy po fachu w świątyni” – prorocy. Był on niezależny i dzięki temu bezpośrednio powiedział to, co należało powiedzieć w imieniu Boga. Nie bał się niczyjej opinii. Nie był na utrzymaniu nikogo. Mógł mówić z czystym sumieniem. Z niezachwianą uczciwością, że: Bogu nie podoba się ich forma, jakość i treść oddawania czci.
Jednak Amos nie koncertuje się tylko na krytyce religijnej hipokryzji tak dobrze objawiającej się nie tylko w judaizmie, ale i w chrześcijaństwie przez wieki, lecz motywuje do poprawy. Do weryfikacji swoich pojęć: prawa i sprawiedliwości.
Woła: „Niech raczej prawo tryska jak woda, a sprawiedliwość jak potok nie wysychający”.
Sprawiedliwość, która jak strumień ma nawadniać pola człowieczej egzystencji, by tam był urodzaj. By urodzajne żniwo stało się podstawą życia ludzi i zwierząt. Jak czysta rzeka, która od źródła do ujścia niesie błogosławieństwo i zbawienie wszystkim mieszkańcom jej brzegów. Owa sprawiedliwość powinna płynąć przez życie, codzienność, społeczeństwo z jego prawami. Bez jego naciągania, wykorzystywania, korupcji, wyzyskiwania. Aby istniała możliwość uczciwej i sprawiedliwej pracy.
Być może Amos, przedstawiając ten obraz, miał na myśli Nil, największą rzekę Afryki. Jej coroczne powodzie nawadniające pola i tworzące żyzny pas zieleni po obu stronach suchego regionu. Dzięki tej rzece wraz z jej błogosławieństwem zrodziły całe imperia i kilka wielkich dynastii. A może Amos miał także na myśli żyzną Mezopotamię pomiędzy rzekami Eufrat i Tygrys, kolebkę kultury. Pamiętajmy, że kiedy prorok Tekoa wypowiadał swoje słowa, wyraźnie wiedział o wielkość potęgi Babilonii. Taka powinna być sprawiedliwość wśród ludzi, mówi prorok, a objawiać się wzajemnością. Biedy z bogatym i odwrotnie. Wzajemny szacunek i uczciwość. Zanim jednak padły te słowa motywacji, z ust proroka Amosa wyrywa się krzyk gniewu i wzgardy”:
„Nienawidzę waszych świąt, gardzę nimi, i nie podobają mi się wasze uroczystości świąteczne. Nawet, gdy mi składacie ofiary całopalne i ofiary z pokarmów, nie mam w nich upodobania, a na ofiary pojednania z tłustych waszych cieląt nie mogę patrzeć. Usuń ode mnie wrzask twoich pieśni! I nie chcę słyszeć brzęku twoich harf.”
Słowa, które słyszymy w dzisiejszym tekście kazalnym pokazują Boga, prawdziwego, który wbrew mniemaniu wielu ludzi nie daje się oszukiwać. On nie cierpi “ściemy!”
Tak mówi Bóg, który nigdy nie daje się odstraszyć. To Bóg, który nie daje się ukołysać i zamglić swoich oczu. Tak mówi Bóg, który nigdy nie chce być idolem ogólnego pojęcia użytkowego życia. Tak mówi Bóg, który boi się wyskoczyć z kręgu ludzkiego samozadowolenia. To Bóg, który mówi “nie” hipokryzji!
Drodzy musimy być świadomi tego, że żadna ilość muzyki kościelnej, choćby najwspanialsza, nie jest w stanie zagłuszyć utrzymujących się w nas, ludzkich dysonansów – na pewno uszach Boga. Dlatego też, ważnym jest, abyśmy włożyli całą naszą moc, siłę czy pasję w te miejsca, gdzie nie pachnie ładnie. Gdzie czasem po prostu życiowo śmierdzi!
Dlaczego?
Ponieważ sam Bóg też tak postępuje! On jest tego wyraźnym przykładem! Wspomnijmy chociaż miejsce Narodzin Syn Bożego: w stajni, w żłobie, w smrodzie. Bo nie było nigdzie miejsca? Czy, bo to znak dla nas?
A miejsce śmierci: krzyż, smród ciał i brud, fałsz, opluwanie, płacz. Bo nie można było inaczej? Czy, może to znak dla nas?
Dlatego nasze pieśni. Niech staną się cantus firmus – pieśniami miłości, miłosierdzia, sprawiedliwości i prawdy. To właśnie ma się stawać czymś, co – szczególnie w taki miejscu, jak mój czy twój kościół – zasługuje na miano muzycznej ofiary.
Prorok Amos w swojej księdze wyprowadza nas z kościoła na ulice, do domów, do swoich zakładów pracy, szkół. Wzywa nas do refleksji: Jak się ma twoja codzienność do niedzielnego uwielbienia Boga?
Czy oddaję Bogu tę samą chwałę we wszystkim co robię, co wypowiadam i wyśpiewuję w modlitwach, pieśniach i uwielbieniach w Kościele?
Drodzy nie bez przyczyny w Słowie Bożym słowo „kult” zawsze odnosi się do całego życia wierzącego, do siedmiu dni w tygodniu i do każdej minuty z naszego dnia. Codzienność i życie niedzielne powinny ze sobą współgrać. Jedna i druga strona brzegu. Po obu stronach powinno się znajdować życie pod wyznaniem: „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Gdyż tak brzmiąc nie jest, to kakofonia w uszach Boga, a prawdziwa nieobłudna pieśń. Pieśń miłosierdzia i prawdy.
Drodzy, niejednokrotnie w Piśmie Świętym możemy zauważyć i wyczytać, że Bóg ma narządy zmysłów. Nadane w tekstach biblijnych antropomorfizmy, pomagają nam czynić Go wrażliwym. Mówią o Jego obecności i Jego odbiorze świata, który stworzył, z nami, jako ludźmi na czele! Można powiedzieć, że nie tylko je posiada, ale i są one przez nas ranione! Niejednokrotnie cuchnie mu w nosie, jeszcze częściej chciałby zamknąć oczy na to, co mu codziennie ofiarujemy. Szuka nas, obserwuje, mówi do nas.
W przypadku, Jego Syna – Jezusa Chrystusa. także możemy zauważyć, że to, co słyszy, widzi i czuje, oddziałuje na Niego. Przewraca stoły handlarzy i przekupniów, którzy zamieniają Świątynię Jerozolimską targowisko. Dostrzega człowieka przy sadzawce Syloe lub na drzewie, jak np. Zacheusza. To On widzi także ludzi marniejących, jak owce, które nie mają pasterza. To On wrażliwy wśród nas! To On, przychodząc ze swoją wrażliwością do nas. Do naszych Kościołów, domów, serc. Czy jest tu dla Niego miejsce?
Czy zastawiałeś się, gdzie usiadłby Jezus, gdyby przyszedł na nabożeństwo w naszym kościele?
Czy z nami?
Czy śpiewał z nami pieśni?
Czy modliłby się z nami?
Czy podałby się mu nasz zapach?
Nasza uczciwość?
My?
Amen
ks. Tomasz Wola