english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

Gdzie jesteś, "Tabito"?...

- Co się państwu kojarzy z hasłem "Tabita" - zapytałam kiedyś grupę parafian kościoła Świętej Trójcy w Warszawie.
- Oczywiście, Dom Opieki w Konstancinie-Jeziornie.
- Wcześniej jeszcze Dom Sierot i Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Chylicach.
- I coroczne wycieczki parafialne w dniu Bożego Ciała, a dawniej Dom Macierzysty sióstr diakonis w Skolimowie.
- "Tabita", to przede wszystkim zgromadzenie sióstr, Diakonat Warszawski, stąd i siostry Tabitanki. Nawet na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim, przy ul. Młynarskiej 54/58 w al. 7, pod numerami 41-43 jest miejsce tak nazwane. Spoczywają tam siostry diokonisy.
- A wcześniej, dużo wcześniej?...


W Dziejach Apostolskich 9,36 czytamy: A w Joppie był a pewna uczennica, imieniem Tabita, co w tłumaczeniu znaczy Dorkas (sama, gazela przyp. Autora); Tycie jej napełnione było dobrymi i miłosiernymi uczynkami... Związek między Tabita z Joppy a Warszawskim Diakonatem "Tabita" jest bardzo bliski. Zechciejmy jednak sobie przypomnieć zaczątki diakonatu w ostatnich latach XIX wieku i ustalić ciąg wydarzeń, składających się na historię tego zgromadzenia.


Warszawa w drugiej połowie XIX wieku to rozległe miasto. Ciasno zabudowane czynszowymi kamienicami, z podwórkami jak studnie, do których dna nigdy nie mogło zajrzeć słońce; z mrocznymi suterenami i wiatrem podszytymi poddaszami; z licznymi warsztatami, sklepami i sklepikami, teatrami i teatrzykami, cukierniami i salonami. Miasto tęgich ludzi o wypchanych portfelach, rozbitków ze stanu szlacheckiego i inteligencji usiłującej utrzymać się "na poziomie", ale miasto pełne wszelkiej biedy ludzkiej i żebraków. Przeważająca część ludności miasta zamieszkuje lokale nędzne, przepełnione, w warunkach prymitywnych i antysanitamych, a choroby i śmierć zbierają tu obfite żniwo.


Parafia Ewangelicko-Augsburska jest od dawna tą częścią społeczności warszawskiej, która wychodzi naprzeciw potrzebom społecznym, inicjuje, zakłada i prowadzi na swój koszt placówki mające na celu niesienie pomocy potrzebującym w imię miłości Chrystusowej, bez względu na różnice wyznaniowe, narodowościowe czy światopoglądowe. Funkcjonują tu takie placówki jak: Szpital Ewangelicki, Dom Starców, Dom Sierot, ochronka, Dom dla Nieuleczalnie Chorych. Parafianie stawiają sobie ambitne zadania utrzymania tych placówek w dostatku materialnym przez liczne ofiary, zapisy testamentowe, organizowane imprezy dochodowe: koncerty, loterie fantowe, nawet bale. Dbają też usilnie o wysoki poziom etyczny i wychowawczy, przede wszystkim przez zapewnienie kadry pracowników o wysokich kwalifikacjach i dużym zaangażowaniu dla sprawy


Poczynania twórcy nowożytnego diakonatu w kościele ewangelickim, ks. dra Teodora Fliednera (1800-1864) z Kaiserswertu w Niemczech wzbudziły zainteresowanie i wśród członków parafii warszawskiej. Jego słowa skierowane do diakonis na podstawie słów Jezusa: byłem chory, a nawiedziliście mnie ...(Mat. 2 5,3 6) i Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, wnieście uczynili (Mat. 25,40), trafiały do coraz szerszych środowisk na terenie Francji, Niemiec i innych krajów Europy i Ameryki.


Około 1864 roku jeden z zamożnych parafian warszawskich, Karol Szlenker, pragnąc przyjść z pomocą Szpitalowi Ewangelickiemu, ufundował stypendium dla panny Róży Marii Roszkówny z Warszawy, pozwalające jej na wyjazd do Domu Diakonis w Kaiserswercie. Siostra Róża po powrocie już jako diakonisa pracowała wśród chorych i prowadziła aptekę szpitalną.


W dziesięć lat później dzięki staraniom ks. Karola G. Manitiusa przybyła z Wrocławia do Warszawy s. Idą von Biberstein, która podjęła pracę wśród ubogich parafian i w Domu Sierot. Była to jednak przysłowiowa kropla w morzu parafialnych potrzeb. Mimo reaktywowania Stowarzyszenia Dam Opiekunek, mimo przekształcenia Wydziału Jałmużniczego w Widział Opieki Kolegium Kościelnego i pogłębienia obejmowanej przezeń problematyki, występowała pilna potrzeba zorganizowania zespołu osób o specjalnych kwalifikacjach i niezbędnych przymiotach charakteru. Widział tę potrzebę ks. dr Leopold Otto, proboszcz w parafii. Opracował więc memoriał dla Kolegium Kościelnego, w który przedstawił sprawę założenia żeńskiego diakonatu. Kandydatki na diakonisy, zdaniem ks. Otto, powinny rekrutować się z terenów ziem polskich i powinny znać potrzeby warszawskiej parafii.


Ówczesny prezes Kolegium Kościelnego, Ludwik Jenike, gorąco sprawę poparł i wniosek ks. Otto przedstawił w dniu 5 czerwca 1878 roku na Ogólnym Zebraniu Parafian. Zebranie uchwaliło założenie Diakonatu Warszawskiego, a w kilka tygodni później Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego zatwierdził tę uchwałę. Powstał komitet organizacyjny, w skład którego weszli: prezes Kolegium Kościelnego Ludwik Jenike, księża: Karol G. Manitius i Leopold Otto, kurator Szpitala p. Machnani oraz lekarze szpitalni: dr Benni, Kwaśnicki i Malcz. Komitet opracował zasady przyjmowania, kształcenia i utrzymania kandydatek.


W styczniu 1879 roku zgłosiło się sześć kandydatek. Pięć z nich zostało przyjętych: Marianna Adam, Henryka Gratzner, Joanna Jenike, Wilhelmina Moller i Antonina Szmidt. Ks. Otto opracował statut diakonatu i instrukcję dla sióstr w poszczególnych instytucjach parafialnych oraz prowadził wykłady religijne trzy razy w tygodniu w Domu Starców, gdzie kandydatki pr2ychodziły na szkolenie. Joanna Jenike i Antonina Szmidt zostały wysłane ponadto do Domu Diakonis we Wrocławiu. Po powrocie przystąpiły do pracy w Szpitalu Ewangelickim, a s. Antonina Szmidt została siostrą starszą. Niebawem przybyło jeszcze 9 kandydatek. Trudności występujące przy organizowaniu diakonatu udało się pokonać o tyle, że w lutym 1882 roku został zatwierdzony przez cara Aleksandra III statut diakonatu i wiosną można było, dokonać wyświęcenia kilku sióstr. We wrześniu tegoż roku zmarł ks. Leopold Otto.


W dwa lata później zarząd diakonatu utworzył stanowisko inspektora diakonatu i powołał na nie ks. Henryka Bartscha a s. Julię Will na stanowisko siostry starszej.


W ciągu pięcioletniego okresu kierowania działalnością diakonatu ks. Bartsch przy współpracy z ks. Karolem Manitiusem zabiegał o zjednywanie kandydatek oraz przyczynił się do utworzenia honorowego Komitetu Opiekunek Diakonatu(1885), w skład którego weszły panie: Maria von Everth, Gabriela Loth, Paulina Bauerfeind, dr Dorota Bieling, Tekla Szczupaczkiewicz. Pierwsza z wymienionych opiekunek przewodziła Komitetowi przez 12 lat. W tym czasie zgłosiło się 14 kandydatek, 3 siostry zostały wyświęcone na siostry rzeczywiste: Aniela Bęczkowska, Cecylia Heine (zm. w 1894 r.) i Emma Sommer (zm. w 1901 r.)


Od 1889 roku inspektorem diakonatu został ks. Juliusz Bursche, ówczesny diakon parafii. W czasie siedmioletniej działalności na tym odcinku pracy, dla dziewcząt i dla chłopców, w Zakładzie dla Rekonwalescentów Szpitala Ewangelickiego w skolimowskiej "Tabicie" i w Domu Macierzystym sióstr diakonis tamże. Ponadto siostry Tabitanki prowadziły Dom Starców w Kaliszu, Dom Diakonis w Płatkownicy, a także roztaczały opiekę nad chorymi i ubogimi w Warszawie.


Biały Dom "Tabita" stał się dla parafian warszawskich chlubą i umiłowaniem, dla tych zwłaszcza, którym dane było przyczynić się do jego budowy i rozwoju.


Pomyślny rozwój Diakonatu Warszawskiego został zahamowany w latach H wojny światowej. Siostry "Tabitanki" w trudnej wojennej rzeczywistości musiały się borykać z wieloma problemami, również natury moralnej. Czy można bowiem udać się na spoczynek po wielogodzinnym, mozolnym dniu pracy szpitalnej, skoro za oknem, za murem, gdzie mieści się Getto Warszawskie jęczą zziębnięte dzieci i błagają o cokolwiek do jedzenia? Czy można nie przechować broni, chociaż służy ona do zabijania ludzi, skoro wiadomo, że jej ujawnienie pociągnie za sobą śmierć wielu niewinnych? Może lepiej zostawić te skomplikowane problemy, wyzwolić się od nich, przestać być Tabitanką, uciec? Ale i to nie było łatwe. Siostry podejmują walkę z wojenną nędzą, z okrutnym cierpieniem, często z sobą samą. Są wszędzie tam, gdzie je powołano do niesienia pomocy i pociechy Opiekują się dziećmi i starcami, opatrują chorych i rannych, ukrywają uciekinierów i osoby zagrożone, niosą pomoc mieszkańcom Getta Warszawskiego, uczestniczą w ewakuacji Szpitala Ewangelickiego z ul. Karmelickiej nr 10, zakładają Polski Szpital Ewangelicki przy zbiegu ulicy Królewskiej i Marszałkowskiej. Biorą udział w Powstaniu Warszawskim. Są sanitariuszkami i łączniczkami. Kilka z nich w tych trudnych latach odchodzi do wieczności. Są to: s. Berta Szmidt (1943) po 61 latach pracy w diakonacie, s. Jolanta Janina Stawińska (1943) po 5 latach, "Matka" przełożona diakonatu s. Józefa Borsch (1943) po 17 latach pracy, s. Zelma Zuzanna Cieślar (1943) po 8 latach pracy Przełożona diakonatu s. "Antonina" Amelia Maether /Mether/ 4. DC 1944 podczas Powstania Warszawskiego w Tymczasowym Szpitalu Ewangelickim przy ul. Szpitalnej 5 ginie pod gruzami, po 16 latach pracy w diakonacie.


Po upadku Powstania Warszawskiego, w dniu 2 października 1944 roku grupa sióstr Tabitanek z ks. Zygmuntem Michelisem i innymi osobami działającymi w latach wojny w Polskiej Parafii Ewangelickiej dostają się do obozu przejściowego w Pruszkowie. Po pewnym czasie siostry drogą okrężną docierają do "Tabity" w Skolimowie. Tu umiera po dłuższej chorobie, w grudniu 1944 s. Janina Irena Rej, po 14 latach pracy w diakonacie i zgodnie z ostatnią wolą zmarłej zostaje pochowana pod krzyżem na wzgórzu tabitańskim.


Po wyzwoleniu Warszawy w 1945 roku znów widzimy siostry w stołecznym mieście. Życie parafialne trzeba organizować wśród zwałów gruzów i wojennych zniszczeń.


W marcu 1945 r. w ocalałym domu parafialnym przy ul. Emilii Plater 7 działa kancelaria Polskiej Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Świętej trójcy w Warszawie. To tu s. Ewelina, Ewa Krygiel, pełni funkcję sekretarki. Zakłada ewidencję parafian. Rejestruje zgłaszających się po tułaczce popowstaniowej i po powrotach z obozów. Bursche wystarał się o możliwość wysłania wszystkich kandydatek na kilkumiesięczne przygotowanie religijne do domu diakonis "Betania" we Wrocławiu. Ponadto siostry szpitalne otrzymały nowe, ośmiopokojowe mieszkanie na n piętrze nad oddziałem ginekologicznym szpitala.


W latach 1896-1899 inspektorem diakonatu był ks. Julian Machlejd. Widział on potrzebę utworzenia również diakonatu męskiego, gdyż praca diakonis-kobiet przerastała często jego zdaniem siły fizyczne sióstr. Jednak wniosek ten nie był rozpatrywany


Następnie ks. August Loth, również w okresie kiedy był diakonem (1899-1910) został inspektorem diakonatu. Ks. Loth w ciągu 11 lat pracy pozyskał przeszło 40 kandydatek i 9 sióstr rzeczywistych. I mimo, że cztery spośród dawnych sióstr zmarły, nowy oddział szpitalny i nowo powstałe w 1905 roku placówki jak: Ochronka dla Samotnych Kobiet, żłobek, tania kuchnia "Posiłek", mogły być prowadzone przez diakonisy.


Po Marii von Evert, przewodniczącą Komitetu Opiekunek Diakonatu została od 1900 roku Paulina Bauerfeindowa, a zastępowała ją żona ks. Lotha Wanda z Gerlachów Lothowa. Później przewodniczącą była Maria Wernerowa. Na miejsce s. Julii Will, siostry starszej w Szpitalu, która przeszła do pracy w Domu Starców, powołana została s. Maria Govenlock.


Kolejnym inspektorem diakonatu i jego dyrektorem był ks. Mieczysław Roger, od 1911 roku długoletni diakon w parafii warszawskiej. Początek jego działalności przypadł na okres wyjątkowo trudny. Najpierw zobojętnienie parafian na spraw diakonii, a następnie I wojna światowa.


Lata po pierwszej wojnie światowej były również trudne dla prowadzenia działalności opiekuńczo-charytatywnej.


Obszar jej bowiem rozwinął się znacznie, stawiając coraz rozleglejsze zadania przed jej kierownikiem. Mimo to udało się ks. Rugierowi w przeciągu pierwszych kilkunastu lat pracy pozyskać 14 sióstr i kilka osób świeckich serdecznie wspierających sprawy diakonatu. Do nich należeli: Emil Gerlach, kurator Szpitala Ewangelickiego do 1924 roku, który otaczał troskliwą troską również siostry pracujące poza Szpitalem, Ludwika Wernerowa, przewodnicząca Komitetu Pań Opiekunek, która rozumiejąc potrzebę wypoczynku po żmudnej pracy sióstr diakonis, wystawiła dla nich dom letniskowy w Płatkownicy nad Bugiem, a także Adela Hoekowa, wiceprzewodnicząca Komitetu Opiekunek Diakonatu. Zapisała ona znaczną sumę pieniędzy z przeznaczeniem na budowę przyszłego domu macierzystego dla diakonis.


Po Marii Wemerowe j, wiatach 1915-1923, przewodniczącą Komitetu Opiekunek Diakonatu była Amelia Temlerowa. Na stanowisko siostry starszej w Szpitalu Ewangelickim po s. Marii Govenlock, która przeszła do pracy w Domu Sierot, została powołana s. Berta Szmidt, a w latach 1917-1925 s. Mary Tosio, przybyła do Warszawy z diakonatu w Miechowicach od "Matki"Ewy. Została ona mianowana (po raz pierwszy w Warszawskim Diakonacie) siostrą przełożoną. Siostra Tosio opracowała dla zarządu diakonatu memoriał, w którym między innymi wskazywała, jako rzecz niezbędną utworzenie domu macierzystego dla diakonis.


Zmarły w tym czasie: s. Aniela Bęczkowska (1917), s. Stanisława Heusier (1917), s. Julia Will (1921). Diakonat przeżywał krytyczne chwile. Z pomocą przyszedł ks. Karol Kulisz z Cieszyna. Dzięki jego staraniom przybyło do Szpitala Ewangelickiego kilka sióstr diakonis. Ks. Kulisz proponował aby utworzyć wspólny diakonat dla Śląska Cieszyńskiego i Wirszawy z domem macierzystym w Dzięgielowie, jednak odległość i różnice regionalne - zdaniem ówczesnych -stanowiły pewną przeszkodę w podjęciu tej inicjatywy.


Na wniosek ks. Rugera, zarząd diakonatu zaprosił na posiedzenie w dniu l lipca 1924 roku ks. Zygmunta Michelisa, wówczas n proboszcza w parafii. Odtąd ks. Michelis... włożył w pracę gorące umiłowanie sprawy i bogate dary swej duszy. Rwał zbawienną myśl otwarcia szkoły kandydatek, jako zaczątku domu macierzystego i płomiennymi odezwami pod tytułem Tabito wstań! na tamach wskrzeszonego przez siebie "Zwiastuna", zjednywał serca niewieście dla sprawy napisze później ks. Ruger.


Niebawem zgłosiło się 11 kandydatek w tym 5 ze "Społeczności Chrześcijańskiej", którą ks. Michelis zorganizował i prowadził wspólnie z ks. prof. Janem Szerudą. Na przełomie 1924 i 1925 roku zgłosiło się 25 kandydatek.


Wzrost liczebny diakonatu wymagał odpowiedniego zabezpieczenia. Część budynku w Domu Starców przy ul. Żytniej została przeznaczona do wyłącznego użytku kandydatek. Tutaj oprócz pokoju siostry starszej znajdowały się: sypialnia dla kandydatek, sala jadalna i sala wykładowa. Ponadto w drugiej połowie 1925 roku zarząd Szpitala Ewangelickiego przystąpił do budowy nowej części gmachu, przeznaczając w nim całe piętro do użytku wyświęconych już sióstr szpitalnych. Sprawne działanie kuratora szpitala, Jana Gessnera i wicekuratora Gustawa Jeutego, hojna ofiara rodziny byłego kuratora, Stanisława Dangla, subsydia magistratu warszawskiego i pomoc Banku Ewangelickiego pozwoliły na szybkie zakończenie prac. W dniu 6 stycznia 1926 roku ks. bp Juliusz Bursche dokonał poświęcenia lokalu.


Kilka miesięcy wcześniej na dorocznym Zebraniu Ogólnym Zboru (1925) uchwalono przeznaczyć 125 tyś. zł na potrzeby diakonatu. Z kwoty tej 88 tyś. zł posłużyło na zakup obszernej posesji położonej w lesie nad rzeką Jeziorka w Skolimowie. Na tym terenie znajdowała się drewniana willa, nazwana później "Betanią"


Po wyjeździe s. Mary Tosio z powrotem do diakonatu w Miechowicach, od l lipca 1925 roku obowiązki przełożonej diakonatu pełniła siostra Maria Lazarówna z Cieszyna. W dniu 13 kwietnia 1926 roku została na to stanowisko wybrana i wyświęcona s. Józefa Borsch.


Nastał czas intensywnych prac nad przygotowaniem kandydatek do pracy pielęgniarskiej w szczególności i nad pogłębianiem ich życia duchowego. Do opieki nad kandydatkami włączyła się ofiarnie małżonka ks. Michelisa, Adela Michelisowa. Ks. Roger i ks. Michelis w bezpośrednich kontaktach i w artykułach publikowanych na łamach "Zwiastuna" i "Tabity" kształtują model osobowej postawy diakonisy, udzielają odpowiedzi na liczne pytania, rozstrzygają wątpliwości.


Diakonatowi Warszawskiemu nadano imię "TABITA". Ks. Michelis opracował statut diakonatu, który został przyjęty przez Ogólne Zgromadzenie Zboru w dniu 17 października 1926 roku i zatwierdzony przez Konsystorz w dniu 30 października 1926 roku. Opracował także regulamin wewnętrzny diakonatu zatwierdzony przez Radę Opiekuńczą w dniu 24 marca 1927 roku. Do Rady Opiekuńczej weszli:


dr Babiński, naczelny lekarz szpitala, s. Józefa Borsch przełożona diakonatu, senator Ludwik Józef Evert, prezes Kolegium Kościelnego, Emil Gerlach, kurator szpitala, ks. August Loth, I proboszcz parafii, ks. Zygmunt Michelis, II proboszcz, ks. Mieczysław Roger, diakon oraz przewodniczący Wydziału Opieki Kolegium Kościelnego, kierowniczka nowicjatu, starsza siostra szpitalna i delegatki z placówek, w których pracowały siostry


W dniach 6 i 7 czerwca 1928 roku obchodzono uroczyście pięćdziesięciolecie założenia Diakonatu Warszawskiego. W dniu 6 czerwca odbyło się poświęcenie nowej kaplicy w Szpitalu Ewangelickim przy ul. Karmelickiej 10, a następnego dnia po uroczystym nabożeństwie w kościele Świętej Trójcy i jubileuszowym obchodzie w sali konfirmacyjnej, odbyło się w Skolimowie, na zakupionej w 1925 roku posesji, poświęcenie kamienia węgielnego pod budynek, który nazwano "TABITA". Zgodnie z założeniami budynek ten przeznaczono na pensjonat dla rekonwalescentów Szpitala Ewangelickiego, ale znalazł w nim również swoje stałe miejsce Dom Macierzysty Diakonatu Warszawskiego.


Budowa została zakończona w 1930 roku, a w dwa lata później "Tabita" otrzymała kaplicę w stylowo dokomponowanej dobudowie do budynku głównego. Odtąd w skolimowskiej "Tabicie" i "Betami" przygotowywały się kandydatki na siostry diakonisy. Tutaj otrzymywały czepki próbne i czepki sióstr rzeczywistych. Niektóre z nich pozostawały tu do stałej pracy. W zaciszu leśnym wszystkie siostry spędzały urlopy, a po trudach wieloletniej służby Pańskiej odpoczywały jak w domu rodzinnym.


Zgromadzenie Sióstr Diakonatu warszawskiego "Tabita" obejmowało wówczas sto osób. Siostry "Tabitanki" pracowały w szpitalu Ewangelickim przy zbiegu ulicy Karmelickiej 10 i Mylnej, w Domu Starców przy ul. Żytniej 36, w Domu Sierot przy ul. Karolkowej 77, w świetlicy Wolskiej przy ul. Żytniej 32, w Schronisku dla Samotnych Kobiet przy ul. Elektoralnej 23, w bursach dla dziegrubych zeszytach, formatu A4 w linie, zwanych Unikatami wypisuje akta zgonów na podstawie zeznań świadków. Po kilkunastu miesiącach kancelaria zostaje przeniesiona do częściowo uporządkowanego już budynku przy ul. Kredytowej 2/4. Tutaj toczy się proces odbudowy społeczności zborowej w sensie materialnym i duchowym.


Diakonat Warszawski po śmierci s. Antoniny Amelii Maether nie ma przełożonej. Poza diakonisami pracującymi w Wirszawie i w "Tabicie" wiele sióstr rozjechało się w różne strony. Siostra Maria Govenlock i s. Gabriela Biederman wraz z dziećmi, starcami z warszawskich zakładów opiekuńczych ocalonych po popowstaniowej tułaczce, przebywają na plebanii w Zyrardowwie. Siostra Aurelia Scholl zabrała stamtąd kilkoro dzieci, sierot i wyjechała z nimi do Miechowic. Siostra Jadwiga Kunert pełni funkcję siostry zborowej w Kaliszu, a siostra Klara Rega prowadzi kaliski Ewangelicki Dom Starców. W maju 1945 r. osiem sióstr diakonis wyjechało do Gdańska. Wśród nich siostra Leokadia Gittel, s. Aleksandra Jelonek, s. Amalia Włodkowska. Razem z grupą lekarzy z byłego Szpitala ewangelickiego w Warszawie, pod przewodnictwem drą Mieczysława Trenknera i przy współpracy z ks. Edwardem Dietzem podjęły organizowanie tam Szpitala Ewangelickiego.


- To jest filia naszego warszawskiego Szpitala Ewangelickiego - cieszą się siostry Tabitanki. Inne siostry w tym siostry: Ingeborga i Nanny Uggla na zlecenie władz kościelnych, ks. biskupa Jana Szerudy pracują w instytucjach zborowych na Mazurach i na Śląsku.


W 1947 r. sytuacja Diakonatu Warszawskiego stabilizuje się. Z grona dwudziestu czterech sióstr Tabitanek, które po wojennych latach pozostały w Zgromadzeniu, została wybrana na stanowisko przełożonej siostra Matylda Hahn. Chociaż kilkanaście sióstr nadal pracuje w Gdańsku, w Kaliszu, w Miechowicach, przyjeżdżają do "Tabity" na chwile wytchnienia, na spotkanie w siostrzanym gronie, na ostatnie miejsce ziemskiego pobytu.


W stolicy, gdy sprzyja pogoda, w wypalonych murach odgruzowanego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego Św. Trójcy odbywają się pod otwartym niebem nabożeństwa niedzielne. Jest Szkółka Niedzielna dla dzieci, funkcjonuje


kuchnia parafialna i Przychodnia Szpitalna, rozdawane są unrowskie dary. I wszędzie pracują siostry Tabitanki. Są urzędniczkami i pielęgniarkami, uczą dzieci i opiekują się nimi, pełnią funkcję zakrystiana i organisty. Załatwiają sprawy wielkie, doniosłe i drobne, codzienne, niezbędne. Są tu stale lub dojeżdżają codziennie z "Tabity" ze Skolimowa: s. Berta Brandt, s. Ludmiła, Lidia Kuźmin, s. Ewelina, Ewa Krygiel, s. Stanisława Maether, s. Henryka Reich, s. Regina Witt. Z Mazur powróciły bliźniacze siostry Ingeborga i Nanny Uggia i pracują także w "Szpitaliku" na I piętrze w oficynie budynku przy ul. Kredytowej 2/4.


W skolimowskiej "Tabicie" panuje niezwykły ruch. Zwłaszcza w sezonie letnim wszystkie pomieszczenia Białego Domu i "Betanii" są wypełnione. Pierwsze piętro budynku "Tabity" zajmują pracownicy Ministerstwa Zdrowia, którzy po pracy w Warszawie dojeżdżają tu autokarem. Mieszkają tu siostry Tabitanki. Od czerwca do września prowadzone są tu kolonie letnie dla dzieci oraz obozy wypoczynkowe dla młodzieży. W 1947 roku powstaje Dom Opieki dla osób starszych a także Dom Sierot. Pracują tu: s. Aniela, Anna Baranów, s. Eugenia Dętkę, s. Matylda Hahn, s. Wanda Kundt, s. Emilia Lindner. Turnusy kolonijne prowadzą na zmianę s. Ludmiła, ss. Ugglanki i s. Regina. Pomagają siostrom osoby świeckie: Leokadia Keller, Natalia Keller, Alina Rudzka i inne.


Pracy jest wiele, ale Tabitanek nie przybywa. Mijają lata, w których odchodzą do wieczności: s. Maria Govenlock (1949) pochowana w Węgrowie, s. Emilia Lindner (1950), s. Eugenia A. Dętkę (1952), s. Stanisława Maether (1953), s. Berta Brandt (1971) pochowane w Warszawie.


Początek lat sześćdziesiątych przyniósł ciężkie doświadczenia. Pewnej zimowej nocy 23. XII. 1961 r. płonie "Betania" w parku tabitańskim. Przyczyną pożaru jest nie wyłączony przez pensjonariuszy Domu Opieki piecyk elektryczny. Starców trzeba przenieść do "Tabity", w której mieści się Dom Sierot, mieszkają siostry, a całe pierwsze piętro zajmuje Chrześcijańska Akademia Teologiczna. Niewiele później ulegają likwidacji lub upaństwowieniu zakłady wychowawcze prowadzone przez diakonisy. Siostry dramatycznie przeżywają te fakty. Kilka z nich adoptuje najmłodsze, osierocone dzieci. Wcześniej Ewangelicki Szpital w Gdańsku zostaje przemianowany na Szpital Kolejowy. Siostry mogą tam znaleźć zatrudnienie jedynie jako świeckie pielęgniarki. Wreszcie zapada decyzja najwyższych władz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w PRL o scaleniu wszystkich diakonatów ewangelickich w Polsce w jeden, z domem macierzystym w Dzięgielowie. Siostry Tabitanki otrzymują powiadomienie o tym fakcie pismem z dn. 6 lipca 1962 r. Nikt z nami na ten temat nie rozmawiał, nikt się nas o nic nigdy nie pytał! oburzają się. Siostry stają w obliczu kolejnego, poważnego problemu. Bo jak odejść z Warszawy, od tutejszych ludzi i spraw, którym poświęciło się najlepsze lata żyda? Kilka sióstr po prostu nie może podpisać otrzymanej deklaracji. W kręgach osób zainteresowanych powstaje spór, czy byłym siostrom Tabitankom wolno nosić strój diakonisy. Diakonat Warszawski, o który tak troskliwie przez lata całe zabiegał długi szereg duchownych, wspierany przez liczny zastęp osób świeckich umiera, już umarł.


Pozostał Dom Opieki "Tabita". Ostatecznie jedyna placówka opiekuńcza Parani Ewangelicko-Augsburskiej Świętej Trójcy w Warszawie.


Ks. senior Ryszard Trenkler otoczył wielką troską ten dom wiatach, kiedy był proboszczem warszawskiej parafii. W 1964 roku postarał się o przyjazd z Gdańska s. Aleksandry Jelonek i jej powierzył opiekę nad domem i starcami. W późniejszych latach przyczynił się również do przyjazdu do "Tabity" sióstr z diakonatu w Dzięgielowie. Najdłużej przebywa tu s. Zuzanna Lazar.


Po opuszczeniu budynku "Tabity" przez Chrześcijańską Akademię Teologiczną, ks. senior Trenkler zorganizował przebudowę wnętrza i remont generalny pomieszczeń mieszkalnych i gospodarczych i musiał podejmować wiele energicznych działań dla zgromadzenie potrzebnych środków na prowadzenie i utrzymanie tej placówki. Co roku, najczęściej w Niedzielę Palmową lub w Wigilię Bożego Narodzenia, cała kolekta z nabożeństwa w kościele Św.. Trójcy przeznaczona była na potrzeby "Tabity", a ks. sen. Trenkler nawoływał o podzielenie się swoimi zasobami, tak jak wigilijnym opłatkiem z tymi, którzy może najbardziej tego potrzebują. Dla utrzymania więzi parafian z pensjonariuszami "Tabity" i całym obiektem tabitańskim, ks. sen. Trenkler kontynuował tradycję wprowadzonych przed laty przez ks. prefekta Ottona Krenza corocznych wycieczek parafialnych, organizowanych w dniu katolickiego święta Bożego Ciała do "Tabity" oraz wprowadził wiosenne koncerty chóru kościelnego dla pensjonariuszy Domu Opieki.


Jest 31 października 1981 roku. Nabożeństwo pamiątki Reformacji odprawia w kaplicy tabitańskiej ks. senior Jan Walter, kolejny proboszcz parafii. Ogromna tafla szklana stanowiąca ścianę ołtarzową, za nią jesienny las. Złote i rudawe liście, które jeszcze z drzew nie opadły i ciemna zieleń sosen. Na tym de postać księdza głoszącego Słowo Boże tchnie powagą i spokojem. Kaplica jest wypełniona. Są tu pensjonariusze Domu Opieki (ok. 30 osób), parafianie z terenu Konstancina-Jeziornej, goście zagraniczni, którzy przyjechali do "Tabity" z darami żywnościowymi i pracownicy miejscowi. Nieskazitelną bielą jaśnieją czepki diakonis, w tym i sióstr Tabitanek. Jest tu s. Aleksandra Jelonek, s.s. Ingeborga i Nanny Uggia.


S. Ewa Cieślar gra na małych elektrycznych organach pieśni o miłości Chrystusowej i hymn reformacyjny Warowny grodem jest nasz Bóg. Nabożeństwa w "Tabicie" do chwili obecnej odbywają się regularnie.


Po nabożeństwie odwiedzam mieszkańców tego cichego domu w ich pokojach. S. Aleksandra opowiada mi o swojej pracy szpitalnej. Pani Helena Lilienthalowa pokazuje fotografie wnuków; pan Lahman wspomina czas, gdy przed 12 laty przybył tu razem z żoną. Prosi bym pozdrowiła znajomych z Kalisza. Z radością mówi o swoich dzieciach, wnukach i prawnukach. Pani Anna Hoffman nie ma nikogo bliskiego. Przebyła niedawno kolejny zawał mięśnia sercowego. Tutaj powoli wraca do sił. Dwie staruszki mieszkają w jednym pokoju. Tu jest ich odrębny świat. Śmieją się i żalą prawie równocześnie. Niewiele rozumieją z tego co je otacza.


Przed obiadem w jadalni jest gwarno. Niektóre osoby porozumiewają się między sobą dość głośno, gdyż nie dosłyszą. Pani Lidia Lazarowa zachęca do nabierania dokładki, wiele osób to czyni. Jedna ze staruszek siedzących przy naszym stole nie chce jeść.


- Siostra Zuzanna będzie musiała ją nakarmić informuje mnie jej sąsiadka. Ona zawsze tak kaprysi.


W budynku jest ciepło i przytulnie. Pan Alfred Lazar opowiada o bieżących remontach pomieszczeń. Pokazuje zabezpieczony przed korozją krzyż na kaplicy. Snuje propozycje wzniesienia rusztowania i dokonania renowacji drewnianego krzyża na wzgórzu. Ks. sen. Jan Walter myśli o tych osobach, których tutaj jeszcze nie ma. O ludziach chorych i samotnych, których "Tabita" nie może teraz przyjąć. Za mało tu miejsc, nie ma odpowiednich urządzeń, za mało ludzi pragnących sprawować opiekę nad schorowanymi i niedołężnymi. Do parafii wpływają stale nowe zgłoszenia, wiele pilnych próśb o pomoc.


- Istnieje potrzeba wybudowania i zorganizowania takiego domu opieki, który by spełnił funkcję szpitala geriatrycznego mówi ks. Senior. Podjęcie działań mających na celu zaspokojenie tej potrzeby wymaga ofiarnego zespołu odpowiednio przygotowanych osób i znacznych środków finansowych.


- O ile wiem, inicjatywą tą zainteresował się inż. Stanisław Jan Siostrzonek z Polskiego Instytutu Ewangelickiego w Sztokholmie, który zamierza pomóc w gromadzeniu środków. Siostry Ingeborga i Nanny Uggla zachęcały kiedyś na łamach "Zwiastuna" do powoływania nowych form organizacji diakonackiej, pisały o diakonach mężczyznach i diakonisach "bez czepka"


- Wciąż jednak nie ma zgłoszeń do tej pracy. Nie ma powołań.


Wyjeżdżam ze skolimowskiej "Tabity" pełna mieszanych uczuć. Czasy się zmieniają, ludzie przychodzą i odchodzą, ale problem pozostaje ten sam. Trzeba nieść pomoc innym w potrzebie z radością i z miłością. Dlaczego to aż takie trudne? Czyżby idea Tabity w naszej warszawskiej parafii gdzieś się zagubiła? Czyżby Tabita umarła w naszych sercach? Gdzie jesteś Tabito? Czy starczy nam miłości i wiary, aby de odnaleźć i rozbudzić?


Myślę też o sobie. Czy Pan Bóg pozwoli mi dożyć takiej jeszcze chwili, kiedy po parku tabitańskim będą biegały roześmiane dzieci, spędzające tu wakacje? Czy pozwoli patrzeć, kiedy parafialna młodzież będzie tu znajdowała radość w niesieniu pomocy bliźnim, i kiedy nie tylko sędziwi, ale i schorowani i niedołężni będą tu mieli swój serdeczny dom na ostatni przystanek na Bożej Ziemi, tak jak gdyby tu zawsze działały siostry diakonisy.